Gdzie stopy nasze... — śladami polskich pionierów w prowincji Alberta

Lato w Albercie jest tak samo krótkie jak i gorące. Temperatura często przekracza 30 stopni C. Na południu Alberty termometr częściej zatrzymuje się w okolicach 40 C. Powietrze jest suche, czyste i przesycone zapachem dojrzewających pól rzepaku czy zbóż. Ten rok jest trochę inny — nawet synoptykom pogody jest ciężko przewidzieć co natura przyniesie w ciągu najbliższych kilku dni — pomyłek nie brakuje... .

Na rozległych preriach niewiele się zmieniło ostatnimi laty — te same, na wpół dzikie stada krów, dumnych bizonów czy trwożliwych jeleni wapiti — spokojnie przeżuwają swoje jedzenie — szybciej dorastając do właściwej wagi — niż ceny rynkowe...

Na farmach jest zawsze coś do zrobienia. Ale w te gorące dni, każdy z niecierpliwością oczekuje dnia, gdy w okolicy znów pojawi się ksiądz czy misjonarz aby odprawić specjalną mszę za pionierów. W wielu osadach obecnie ma to miejsce tylko raz w roku. Tak jest również w osadach zakładanych w większości przez polskich pionierów, którzy w większości przybyli tu z początkiem lat 1900 głównie z Galicji (Polska w tym czasie nie istniała na mapach świata)...

Kraków, Haight, Polska, Warwick— to nazwy niewiele mówiące obecnie większości Polonii w Albercie. Nazwiska pionierów na trwałe wyryte są w piaskowcach przykościelnych cmentarzy—Nowicki, Sarnecki, Halwa, Dziewenka, Banach, Pelz...

Na te dziękczynienne Msze, połączone zawsze z modlitwą na grobach tam pochowanych najbliższych osób —zjeżdzają się z bliska i z daleka. W Haight, w kościele św. Antoniego przyjechali ludzie aż z dalekiego Teksasu...  Było bardzo uroczyście. Niezwykle spokojnie—zdawało się, że nawet wiatr się zatrzymał i osiadł na pobliskich farmach w pokoju. Nikomu się nie spieszyło do domu. I to nie dlatego, że po zakończonej Mszy był ofiarowany bogaty poczęstunek: sałatki, polskie kiełbasy z pobliskiego Mundare, bigos, pierogi, gołąbki z kaszą gryczaną, owoce. Ksiądz diecezjalny—rodem z dalekich Filipin—o. Nilo Macapiniac—również miał czas dla każdego, nigdzie się nie spieszył...

Czas ma tu całkiem inny wymiar. Skromny kościółek położony milę od głównej drogi nigdy nie jest zamykany. W głównych drzwiach nigdy nie wstawiono żelaznego zamka i klucza. Tutaj ten dom Boży, cmentarz, parafianie i ojciec Nilo—to jakby jedna, nierozerwalna całość. Uniwersalny kościół—obecny we wszystkich tu dzisiaj obecnych. Miejsce modlitwy, o której nawet za dużo się nie mówi, a przenosi w sercach do swoich domów; i którą dzieli się z sąsiadami będącymi często innego wyznania — drobnym, dobrym uczynkiem, pozdrowieniem. I to na codzień—jak i dobrym słowem.

Takie to są nasze kanadyjskie prerie pamietające stopy i spracowane ręce pionierów—farmerów, cieśli, górników, budowniczych pierwszych lini kolejowych, drwali...

W Fox Creek i Tawatinaw położonych w północnej Albercie—obecnie o polskości świadczą tylko nagrobki na przyległych cmentarzykach. Kościoły już dawno pozamykano. Dziś są one świątynią i ostoją dla rojów sów, kruków czy srok, głośno komentujących nadejście niezapowiedzianego pielgrzyma. Jakkolwiek zabite obecnie deskami te kościoły, mogłyby one znów nabrać swojego charakteru—o ile ktoś by się tym zainteresował. Te kościółki były również budowane poprzez polskich osadników w Albercie.

Polonia w Albercie jest dość liczna, dość zamożna, nieźle zorganizowana, pobożna, katolicka...— ale tylko czas, i to co pozostanie trwałego — będzie potwierdzeniem tego wszystkiego w oczach kolejnych pokoleń Polonii albertańskiej i Polaków w kraju ojczystym...

Póki co—zapraszam na krótki spacer po tych ośrodkach naszej wiary, kultury i głębokiej tradycji w Albercie i Saskatchewan, którymi jeszcze obecnie możemy się szczycić —na stronie: fotogaleria

Janusz Zalewski

POLSKI KOŚCIÓŁ w okolicach Warwick  k/Vegreville

Jeden z nagrobków w KRAKOWIE k/Mundare

Text Box:

Odnotował:

MIECZYSLAW JANUSZ

1917—2008

 

By: Florence Loyie—Edmonton Journal

 

Ks. ISAKOWICZ—ZALESKI

w Edmonton

 

Podczas spotkań była możliwość  nabycia książki pt.

 

“PRZEMILCZANE LUDOBÓJSTWO NA KRESACH”

 

Nasza fotogaleria ze spotkania w Klubie SPK

 

Więcej o księdzu Isakowicz—Zaleskim

 

Więcej o Fundacji im. Brata Alberta

Dr Henryk Wójcicki

1916 — 2006

IRENA DOMECKA

DOMECKI, Irene Mary (nee Erickson) On November 7, 2009

Irene Mary Domecki, wife of the late Michael Domecki, passed away at St. Paul's Hospital in Vancouver, British Columbia. She is survived by her daughters Elizabeth Atmore of Vancouver and Rosemary Domecki of Dallas, Texas; her grandson Michael Atmore, his wife Holly and their children Jordan and Carter; her grandson Mark Atmore, his wife Courtney and their children Dexter and Xavier; and her grandson Alexander Domecki. To her family, she was a source of infinite love, wise counsel and boundless courage. She was our rock, our friend, our leader and our inspiration. We love you, Mum, Babcia, Irene and will miss you deeply and forever. Born in Warsaw, Poland, Irene and Michael immigrated to Canada in 1948 and became residents of Edmonton in 1952 where they became leaders in the community. Deeply committed to her Polish roots, Irene worked tirelessly to promote Polish culture and heritage in the Edmonton community.

In memory of Irene, donations may be made to the the Domecki Family Scholarship in Polish Studies c/o University of Alberta, Development Services, 3 Flr, 10230 Jasper Avenue NW, Edmonton AB T5J 4P6.

Więcej w książce:

“Polonia in Alberta 1895-1995”

Świńska grypa

FAKTY I MEDIA

Stanislaw Kiryczuk's letter

 ("Danek Mozdzenski was indeed consulted," WCR letters, Nov. 24)

Talented Polish sculptor lives here

John Paul II stands tall by Polish church

Polish souls find peace, traditions at Skaro Pilgrimage

Letter insulted Polish community